Dlaczego linie lotnicze ostrzegają przed bateriami litowo-jonowymi

Źródło zdjęcia, Ben Wodecki
- Autor, Joe Fay
- Stanowisko, Dziennikarz ds. technologii
- Data publikacji
- Czas czytania: 4 min
Ben Wodecki jest przyzwyczajony do podróży po świecie i obserwowania pracy załóg lotniczych.
Podczas czerwcowego lotu do Las Vegas zobaczył jednak coś, czego nie widział nigdy wcześniej. Jak opowiada, zaniepokojeni członkowie załogi pospiesznie ruszyli do tyłu kabiny.
„Widać było strach. Byli ponurzy. To było coś więcej niż przypadek pasażera, który źle się poczuł. To było coś, co dotyczyło również ich," wspomina Wodecki, dziennikarz technologiczny.
Gdy z tylnej części samolotu zaczął wydobywać się dym, a pasażerowie zaczęli panikować, wszystko stało się jasne. Jeden z podróżnych używał podczas lotu powerbanku, który przegrzał się i stanął w płomieniach, powodując zapalenie się fotela.
Jak mówi Wodecki, załoga wrzuciła urządzenie do pojemnika z wodą. Następnie samolot „szybko i gwałtownie" wylądował na międzynarodowym lotnisku w Las Vegas, gdzie na pasie startowym czekali już strażacy.
Był to dramatyczny finał rutynowego lotu - a zarazem ilustracja tego, dlaczego pasażerowie samolotów coraz częściej słyszą ostrzeżenia dotyczące urządzeń zasilanymi bateriami, zwłaszcza akumulatorami litowo-jonowymi.
Załogi apelują, by nie próbować samodzielnie wyciągać urządzeń, które wpadły między fotele, i przypominają, by nie umieszczać sprzętu z bateriami litowo-jonowymi w bagażu rejestrowanym.

Źródło zdjęcia, Yonhap via Reuters
Jak wyjaśnia Jonathan Nicholson z brytyjskiego Urzędu Lotnictwa Cywilnego (CAA), dla branży lotniczej akumulatory litowo-jonowe są od kilku lat „jeśli nie największym, to jednym z trzech największych zagrożeń".
Nicholson cytuje amerykańskie badanie, z którego wynika, że na świecie dochodzi tygodniowo średnio do dwóch incydentów związanych z akumulatorami litowo-jonowymi.
Może chodzić o pasażerów, którzy zbyt późno orientują się, że pozostawili urządzenie w bagażu rejestrowanym - ale także sytuacje, gdy urządzenia zaczynają dymić lub zapalają się w lotniskowych sortowniach bagażu lub w kabinie samolotu.
Skutki mogą być znacznie poważniejsze, niż w przypadku lotu Bena Wodeckiego.
W styczniu 2025 roku pożar uszkodził samolot linii Air Busan stojący na płycie lotniska Gimhae w Busan, w Korei Południowej. Śledczy uznali, że przyczyną był powerbank pozostawiony w schowku bagażowym nad siedzeniami.
Incydent skłonił Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych (IATA) do rozpoczęcia globalnej kampanii „Travel Smart with Lithium Batteries" („Podróżuj rozsądnie z bateriami litowymi").
Nicholson wskazuje, że samo latanie nie sprawia, iż technologia litowo-jonowa staje się bardziej niebezpieczna. Jak mówi, problem polega raczej na tym, że „znacznie trudniej poradzić sobie z takim zdarzeniem na wysokości około 10 kilometrów, w kabinie samolotu".
Jego zdaniem rosnąca liczba incydentów związanych z akumulatorami litowo-jonowymi wynika z prostego faktu: „więcej ludzi podróżuje, jest więcej lotów i więcej urządzeń".
Amerykańska Federalna Administracja Lotnictwa (FAA) informuje, że zagrożenia związane z bateriami pozostają jednym z jej priorytetów. Dane urzędu wskazują, że liczba potwierdzonych incydentów nadal rośnie. Do 15 lipca odnotowano ich w tym roku 51.
Według Pierre'a Kubiaka, inżyniera specjalizującego się w technologii akumulatorów, na pokładzie samolotów coraz powszechniejsze - obok telefonów komórkowych, powerbanków, tabletów i laptopów - stają się również inteligentne zegarki, inteligentne okulary i e-papierosy.
„Sam lit nie płonie. Problem stanowią raczej wszystkie materiały organiczne i tworzywa sztuczne," wyjaśnia Kubiak, zatrudniony w brytyjskim National Physical Laboratory.
„Kluczowe jest to, że urządzenie bardzo szybko osiąga bardzo wysoką temperaturę. Mówimy o ponad 700 do 1000 stopni Celsjusza w bardzo krótkim czasie," mówi.
Zagrożenia związane z akumulatorami litowo-jonowymi trafiły do świadomości opinii publicznej przede wszystkim po serii pożarów telefonów komórkowych około dekady temu.
Kubiak podkreśla, że pożary wynikały z wad konstrukcyjnych, a producenci telefonów zajęli się od tego czasu problemem. Dodaje, że jednym z liderów w tej dziedzinie jest Korea Południowa.
Jego zdaniem znacznie trudniej jest jednak kontrolować napływ tanich akumulatorów produkowanych w Azji Wschodniej - a także e-papierosów i innych urządzeń zasilanych bateriami, których jakość bywa wątpliwa.
„Cena jest najważniejsza," mówi Kubiak.
Dodaje, że do problemu często przyczyniają się pasażerowie używający nieodpowiednich kabli i niewłaściwie dbający o swoje urządzenia.

Źródło zdjęcia, IATA
To oznacza, że linie lotnicze nie mogą zrobić wiele. Mogą nadal przypominać o zagrożeniach i polegać na sprawdzonych procedurach umożliwiających szybką reakcję.
Jonathan Nicholson z CAA podkreśla, że „najważniejsze jest wrzucenie urządzenia do wody i jego schłodzenie" - choć niektóre linie lotnicze korzystają też ze specjalnych pojemników zabezpieczających.
To właśnie dlatego tak istotne jest, by urządzenia znajdowały się przy pasażerach w kabinie - nie w schowkach bagażowych nad siedzeniami, i zdecydowanie nie w luku bagażowym.
Nicholson dodaje, że pasażerowie na ogół dobrze reagują na ostrzeżenia i ograniczenia. Największym problemem jest to, że często nie zdają sobie sprawy, jak wiele urządzeń wykorzystuje akumulatory litowo-jonowe.
Jak zauważa Kubiak, obecnie nie ma ekonomicznie opłacalnej alternatywy dla tej technologii.
Jedną z możliwych alternatyw są akumulatory sodowo-jonowe. Jednak obecnie ich koszt dla konsumentów jest około dwukrotnie wyższy niż w przypadku urządzeń wykorzystujących baterie litowo-jonowe.
„To nie wyłącznie kwestia rozwiązania technicznego. To również kwestia społeczna, z którą musimy się zmierzyć," mówi Kubiak.
Jego zdaniem należy położyć większy nacisk na poprawę bezpieczeństwa istniejącej technologii.
„Niekoniecznie chcemy przecież doprowadzić do zakazu przewożenia powerbanków na pokładach wszystkich samolotów," dodaje.
Tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu użyto narzędzi AI, w ramach projektu pilotażowego.
Edycja: Kamila Koronska








