Mieszkańcy kibucu zniszczonego w atakach z 7 października myślą o odbudowie

Dalit Ram Aharon i jej mąż Achi stoją przed niskim budynkiem mieszkalnym. Oboje są w średnim wieku. Dalit ma długie, falowane blond włosy i jest ubrana w granatową koszulkę na ramiączkach. Achi ma na sobie seledynowy T-shirt i niebieską czapkę z daszkiem. Oboje noszą wisiorki z zielonymi kamieniami. Przed budynkiem w tle stoi komoda, krzesła, wiadro i przyrządy do czyszczenia.
Podpis zdjęcia, Dalit Ram Aharon i jej mąż Achi chcą wrócić do Nir Oz „ku pamięci” przyjaciół zabitych przez Hamas
    • Autor, Yolande Knell
    • Stanowisko, Korespondentka ds. Bliskiego Wschodu
    • Relacja z, Kibuc Nir Oz, Izrael
  • Data publikacji
  • Czas czytania: 7 min

W jadalni kibucu Nir Oz - niegdyś sercu zżytej 400-osobowej izraelskiej społeczności, spustoszonej przez Hamas 7 października 2023 r. - gruchają ptaki siedzące na grzędach między płytkami z sufitu.

„Przychodziliśmy tu, by spotkać się i razem jeść. Było tu mnóstwo wspólnych zajęć, tu obchodziliśmy święta,” wspomina Dalit Ram Aharon, która oprowadza mnie wraz z mężem, Achim.

Szklane drzwi wejściowe są usiane dziurami po kulach. Tuż obok znajduje się wstrząsające przypomnienie o losie wielu mieszkańców.

Po atakach sprzed trzech lat na skrzynkach pocztowych umieszczono naklejki: czerwone oznaczają, że adresaci zginęli, a czarne - że wzięto ich jako zakładników.

„Ćwierć z nas zamordowano lub porwano," mówi Dalit. „Wliczając dzieci i niemowlęta."

Izrael obchodzi dziś trzecią rocznicę najbardziej krwawego dnia w swojej historii. Dla dawnych mieszkańców kibucu to kolejny moment bolesnej refleksji. Kibuc Nir Oz znajduje się około 1,6 km od granicy ze Strefą Gazy i padł ofiarą jednego z najbardziej brutalnych ataków.

W pobliżu, przy spalonym domu rodziny Siman Tow, czas wydaje się stać w miejscu. Przy drzwiach wiszą dzwonki poruszane przez wiatr. Niedaleko znajduje się zdjęcie byłych mieszkańców: Tamar i Jonatana z pięcioletnimi bliźniaczkami, Szahar i Arbel, oraz dwuletnim synkiem Omerem.

Rodziców zastrzelono przez drzwi schronu przeciwbombowego - zaprojektowanego, by chronił przed rakietami wystrzeliwanymi z Gazy, nie przed ogniem artyleryjskim.

Rzędy srebrnych skrzynek pocztowych w kibucu Nir Oz. Na większości znajdują się czerwone lub czarne naklejki z napisami po hebrajsku
Podpis zdjęcia, Czerwone naklejki na skrzynkach pocztowych oznaczają, że adresaci zginęli w ataku Hamasu, a czarne - że wzięto ich jako zakładników

Dalit, Achi i trójka ich dzieci przeżyli atak, ukrywając się we własnym schronie przez prawie 12 godzin. Dalit wspomina ostatnie wiadomości w mediach społecznościowych, jakie Tamar wysłała sąsiadom.

„Tego dnia rano napisała na początku w grupie dla kobiet: 'Czy wszyscy są cali?' Potem, w innym miejscu, napisała: 'Strzelają do nas'. Jeszcze później napisała z wieloma błędami: 'Jesteśmy poważnie ranni'," opowiada Dalit.

„Z tego, co wiemy, dom podpalono, a dzieci udusiły się. Cała rodzina zginęła”.

Według szacunków w ataku na kibuc Nir Oz wzięło udział około 500 Palestyńczyków pod wodzą bojowników Hamasu z elitarnych oddziałów Nuchba. W grabieży uczestniczyli też cywilni napastnicy, w tym niepełnoletni.

Zginęło 41 mieszkańców Nir Oz i pracowników z zagranicy, a także sześć osób, które uciekły do kibucu z pobliskiej imprezy.

76 osób z kibucu, w tym dziewięć martwych ciał, uprowadzono do Gazy. 14 wziętych żywcem zakładników zginęło później w niewoli.

Ostatni żyjący zakładnicy z Nir Oz wrócili do Izraela 13 października 2025 roku, a szczątki ostatniego zmarłego zakładnika - Amirama Coopera - sprowadzono dwa tygodnie później.

Mapa pokazuje położenie kibucu Nir Oz na południu Izraela, około 1,6 km od granicy ze Strefą Gazy. Na mapie zaznaczono też leżące dalej na północny zachód w Strefie Gazy miasto Chan Junus.

Gdy spacerujemy przez zieleń, panuje upiorna cisza. Słychać jedynie śpiew ptaków i miauczenie głodnych bezpańskich kotów.

Podczas ataku ogień zniszczył tu dziesiątki prostych, parterowych domów, które później zburzono. Pozostały jedynie rzędy żelbetowych schronów, które nie zapewniły mieszkańcom bezpieczeństwa.

Aharonowie chcą, by pozostawiono kilka zniszczonych domów na pamiątkę tego, co się wydarzyło.

„Gorąco to popieramy," mówi Achi. „Ludzie powinni zobaczyć, co się stało: zobaczyć zniszczenia i [akty] czystej nienawiści, które miały tu miejsce".

Para pokazuje mi miejsce śmierci przedszkolanki Mai Goren i prowizoryczne miejsca pamięci wskazujące, gdzie trzech z siedmiu członków ochrony kibucu zginęło w walce z Hamasem.

Śledztwo Sił Obronnych Izraela w sprawie wydarzeń w Nir Oz wykazało, że armia – pogrążona w chaosie po bezprecedensowym jednoczesnym ataku na ponad 20 społeczności i wiele wojskowych posterunków – zupełnie nie zdołała przyjść z pomocą mieszkańcom kibucu.

7 października 2023 r. pierwsi żołnierze dotarli do Nir Oz około 40 minut po tym, jak kibuc opuścili ostatni palestyńscy napastnicy. Niemal w każdym domu doszło do zabójstw, przemocy (w tym napaści seksualnych i gwałtów), grabieży i porwań.

Dalit zatrzymuje się, by pokazać mi drzewo zasadzone dawno temu przez jej rodziców - współzałożycieli kibucu, znanego dziś z rolnictwa i aktywizmu na rzecz pokoju. Choć bez szwanku przeżyli atak z 7 października, zmarli zaledwie kilka miesięcy później.

Obok stoi mały dom Sziri Bibas - matki dwóch rudowłosych synów, czteroletniego Ariela i dziewięciomiesięcznego Kfira. Cała trójka została porwana.

„To dla mnie najtrudniejszy dom [do pokazania], bo Sziri była moją bardzo, bardzo dobrą przyjaciółką," zwierza się Dalit.

„Była dla mnie jak siostra. Razem nawet zaszłyśmy w ciążę – ja z córką, a ona z Arielem. Oni też zostali najlepszymi przyjaciółmi. Śmiałyśmy się, że kiedyś się pobiorą."

Sziri Bibas (po prawej) i Dalit Ram Aharon trzymają w ramionach niemowlęta i uśmiechają się. Mają na sobie koszulki z krótkim rękawem: Sziri niebieską, a Dalit - czarną. Jest słoneczny dzień; w tle widać inne osoby spacerujące ulicą i siedzące przy stołach na zewnątrz.
Podpis zdjęcia, Dalit mówi, że Sziri Bibas - zamordowana wraz z dwójką dzieci po tym, jak wzięto ich jako zakładników - była dla niej „jak siostra”

„Sziri miała wielkie poczucie humoru. Była szczęśliwą osobą, matką,” mówi Dalit. „Żyła prostym życiem. Nigdy nie zrobiła nikomu krzywdy."

Mąż Sziri, Jarden, został uwolniony przez Hamas w lutym 2025 r., na mocy porozumienia o zawieszeniu broni w Strefie Gazy. Jednak kobieta i jej synowie - przetrzymywani przez inną grupę zbrojną - zginęli w niewoli.

Hamas obwiniał o ich śmierć izraelski nalot z początku wojny w Strefie Gazy. Jednak izraelscy eksperci medycyny sądowej, którzy badali ciała zwrócone w lutym ubiegłego roku, stwierdzili, że zostali zamordowani przez porywaczy, a ich zwłoki okaleczono.

Wielu z tych, którzy stracili bliskich w Nir Oz - w tym Jarden Bibas - wyprowadziło się na stałe. Jednak około 20 domów wyremontowano lub odbudowano, a kilku byłych zakładników wprowadziło się tu ponownie.

Są wśród nich Gadi Moses - inny współzałożyciel kibucu i najstarszy mężczyzna-zakładnik, którego uwolniono żywego - i Jair Horn, który przejeżdża właśnie przez kibuc wozem golfowym. Zatrzymuje się, by porozmawiać z Aharonami. Również Dalit i Achi są zdeterminowani, by wprowadzić się tu ponownie.

„Wrócimy, by uczcić pamięć Sziri i osób, które nie miały szansy [dalej] tu mieszkać - a także, by uczcić moich rodziców i pielęgnować nasze korzenie. Wrócimy też dla dobra moich dzieci, bo to nasz dom," mówi Dalit.

Ona, Achi i dzieci zostali przesiedleni do miasteczka leżącego dalej na północ. Na pełne otwarcie kibucu Nir Oz będą musieli czekać jeszcze dwa lata.

„Terroryści wtargnęli do 97% gospodarstw domowych i spalili prawie połowę z nich," mówi Emi Palmor, kierowniczka projektu odbudowy. „Teraz to jedyne miejsce w Izraelu, które musi zostać całkowicie zburzone i przebudowane”.

Mówi, że trudno jest przebudować kibuc tak, by wciąż był dla mieszkańców jak dom, ale jednocześnie nie wywoływał u powracających dalszych urazów psychicznych.

Emi Palmor - jasnowłosa kobieta w średnim wieku, w czarnej koszulce i okularach - stoi na tle trawnika i kilku budynków. Na szyi ma kilka rzędów korali i wisiorków.
Podpis zdjęcia, Emi Palmor kieruje projektem odbudowy kibucu Nir Oz

„To ogromna debata - bardzo bolesna debata," mówi Emi.

„Niektórzy mówią: 'Jeśli mam tu wrócić, chcę, by cała okolica wyglądała spokojnie. Nie muszę o tym pamiętać - i tak każdego dnia wspominam ludzi, których straciłem'."

„Inni mówią: 'Tyle osób zaprzecza [świadectwom ofiar ataku]. Jeśli zburzymy ostatnie domy, kto nam w ogóle uwierzy?'".

W atakach na południowy Izrael z 7 października 2023 r. zginęło około 1,2 tys. osób, a kolejne 251 zostało wziętych jako zakładnicy. Przez granicę ze Strefą Gazy do Izraela przedostało się około 6 tys. Palestyńczyków.

Według danych ministerstwa zdrowia kontrolowanego przez Hamas - uznawanych przez ONZ za bliskie prawdzie - w wyniku wojny między Izraelem a Hamasem w Strefie Gazy zginęło ponad 74,2 tys. osób.

Mimo wynegocjowanego przez USA zawieszenia broni - które rok temu umożliwiło ostatnim zakładnikom powrót do domu - przemoc nadal trwa. Izrael atakuje Strefę Gazy niemal codziennie.

Znaczna część palestyńskiego terytorium legła w gruzach: prawie wszyscy z 2,1 mln mieszkańców stracili domy. Negocjacje nad planem pokojowym prezydenta USA Donalda Trumpa utknęły w martwym punkcie.

Izraelczycy wciąż pytają też, kto ponosi odpowiedzialność za to, że krajowe siły bezpieczeństwa nie zdołały zapobiec atakom z 7 października.

Mieszkańcy Nir Oz chcą powołania państwowej komisji śledczej i wszczęcia kompleksowego dochodzenia. Nadal mają też poważne obawy o bezpieczeństwo.

Wielu ocalałych, w tym Aharonowie, cierpi na zespół stresu pourazowego. Dalit wspomina, że jej najstarszy syn, Uri, skończył w dniu ataków dziewięć lat. Urodziny spędził w schronie przeciwbombowym.

„Powiedział mi: 'Mamo, nie chcę umierać w moje urodziny'," mówi. „Ludzie nie rozumieją, że wciąż przeżywamy ten straszny dzień."

Ta rocznica ataków jest pierwszą, podczas której w Strefie Gazy nie ma już zakładników. „To ogromna ulga," mówi Dalit. Achi uważa, że nadszedł czas, by skupić się na leczeniu osobistych ran.

„Dopóki zakładnicy nie wrócili, myśleliśmy tylko o nich," mówi. „Teraz nadszedł czas, by skupić się na sobie: na tym, co straciliśmy i czego potrzebujemy. Czas, byśmy doszli do siebie - przynajmniej na tyle, na ile to możliwe”.

Przy tłumaczeniu tego artykułu, który oryginalnie był napisany w języku angielskim, użyto narzędzi AI. Dziennikarz BBC sprawdził tłumaczenie przed publikacją. Więcej o tym, jak używamy AI.

Edycja: Joanna Kozłowska