Autobusem po Chersoniu: kierowcy ryzykują życie na najniebezpieczniejszych trasach Ukrainy

Mężczyzna w okularach przeciwsłonecznych i szarej koszulce stoi przed białym autobusem z numerem 5.
Podpis zdjęcia, Maksym Diak trafił do szpitala ze złamanym żebrem i odłamkami drona w klatce piersiowej. Mówi jednak, że uważa powrót do pracy za swój obowiązek wobec miasta
    • Autor, Witalij Szewczenko
    • Stanowisko, Główny analityk, BBC Monitoring
    • Relacja z, Kijów
  • Data publikacji
  • Czas czytania: 5 min

Uwaga: tekst zawiera drastyczne szczegóły.

Na początku maja Anatolij Dmytrow prowadził autobus linii 14 w Chersoniu, na południowym wschodzie Ukrainy.

Autobus był pełen - pasażerowie stali nawet w przejściu - gdy dotarł do skrzyżowania i padł ofiarą rosyjskiego drona.

„Wszystkie szyby były rozbite. Ledwo dojechałem do następnego przystanku, gdzie był schron. Spojrzałem w lusterko i zobaczyłem krew. Pomyślałem, że muszę szybko dostać się do schronu, bo czasem od razu wysyłają kolejnego drona," opowiada Anatolij.

Jak dodaje, po ataku był w szoku. Co najmniej ośmioro pasażerów zostało rannych.

„Praca tutaj to żadna przyjemność," mówi Anatolij. „To zdarza się niemal codziennie. Zaczęli polować na autobusy. Idziesz do pracy i nie masz pojęcia, czy wrócisz do domu."

Według miejskiej spółki transportowej w Chersoniu, dla której pracuje Anatolij, ataki na autobusy rozpoczęły się w ubiegłym roku i nasilają się.

W oświadczeniu dla BBC spółka pisze, że transport publiczny stał się w Chersoniu jednym z głównych celów rosyjskich dronów.

Od początku roku zginęła trójka pracowników spółki, a ośmioro kolejnych zostało rannych. Ataki uszkodziły 21 trolejbusów i osiem autobusów.

Według lokalnych władz w 2026 r. trafionych zostało też sześć prywatnych autobusów.

Żółty autobus stoi w ogniu. W tle widać teren zielony: trawnik i rząd liściastych drzew.

Źródło zdjęcia, Administracja lokalna Chersonia

Podpis zdjęcia, Od początku roku Rosja zbombardowała w Chersoniu dziesiątki autobusów, zabijając trójkę pracowników transportu.

Szacuje się, że w Chersoniu wciąż mieszka około 65 tys. osób. Przed wojną mieszkańców było około 300 tysięcy.

Wojsko ukraińskie sprawuje dziś niekwestionowaną kontrolę nad miastem. Jednocześnie Chersoń jest centrum administracyjnym jednego z pięciu regionów, do których Kreml rości sobie prawa.

Miasto zostało zajęte przez Rosjan w pierwszych dniach pełnoskalowej inwazji w 2022 r., a następnie odbite przez Ukrainę jesienią tego samego roku. Od tej pory jest nieustannie ostrzeliwane przez rosyjskie siły z drugiego brzegu Dniepru.

Według Rity Dobrinowej, menedżerki w miejskiej spółce transportowej w Chersoniu, zagrożenie ze strony rosyjskich dronów wciąż się nasila - zwłaszcza od momentu, gdy drony zaczęły wykorzystywać odporne na zakłócenia światłowody.

„Niektóre po prostu wiszą w powietrzu i czekają. Inne to drony zwiadowcze. Dosłownie patrzą kierowcy w oczy przez przednią szybę," mówi Dobrinowa.

Przypomina też jeden z tragicznych ataków: „Jednemu z kierowców zrzucono 11 kwietnia ładunek [wybuchowy] prosto na głowę. Ładunek przebił dach kabiny i spadł na niego."

Władze Chersonia starają się chronić kierowców i pasażerów. Najbardziej ruchliwe ulice przykryto ochronnymi siatkami, a kierowcy otrzymali hełmy i kamizelki kuloodporne.

Wyposażono ich także w detektory dronów, tzw. „czujki". Jednak ich skuteczność jest ograniczona.

Urządzenia wykrywają jedynie drony korzystające ze znanych częstotliwości. Bezzałogowce sterowane światłowodami lub działające na nowych pasmach pozostają dla nich niewidoczne.

Mapa południowej Ukrainy pokazuje linię frontu w rejonie Chersonia i Mikołajowa. Na czerwono zaznaczono tereny kontrolowane przez rosyjskie wojska. Obejmują one znaczną część obszaru na wschód od Dniepru. Sięgają też na południe, w kierunku Krymu, który Rosja zaanektowała w 2014 r. Wąski, kreskowany pas w pobliżu rzeki i wybrzeża oznacza obszary, nad którymi Moskwa sprawuje ograniczoną kontrolę.
Podpis zdjęcia, Choć sam Chersoń znajduje się pod kontrolą Ukrainy, w większości regionu po drugiej stronie Dniepru trwa rosyjska okupacja

Miejska spółka transportowa dysponuje dziś około 30 autobusami. „Nie mogę powiedzieć, że każdy z nich codziennie napotyka drona," mówi Dobrinowa. „Ale detektor dronów wydaje sygnał raz na godzinę lub półtorej. Informuje wyłącznie o tym, że dron znajduje się w pobliżu, pokazując odległość w metrach lub kilometrach."

Jeśli w autobusie włączy się „czujka", kierowca powinien zatrzymać pojazd, wysadzić pasażerów i skierować ich do najbliższego schronu.

Śmiertelnie niebezpieczna może być sama droga do pracy. Inny kierowca, Eduard Zadorożny, wraz z kolegami jechał 3 maja do pracy służbowym busem. Dron zrzucił na nich bombę.

„Uderzyli w nas, wysiedliśmy. Gdy przyjechała karetka, żeby nam pomóc, zaatakowali również ją," mówi Eduard.

W świetle prawa mięzynarodowego celowe ataki na personel medyczny stanowią zbrodnię wojenną.

W dachu autobusu widoczna jest duża, ziejąca dziura.

Źródło zdjęcia, Administracja lokalna Chersonia

Podpis zdjęcia, Jeden z chersońskich kierowców został ranny, gdy rosyjski dron zrzucił bombę bezpośrednio na jego głowę

„Najpierw uderzają, potem uderzają ponownie. Zamienili życie ludzi w horror," powiedział Eduard w rozmowie z BBC.

Eduard doznał wstrząśnienia mózgu, a jeden z jego kolegów - inżynier - zginął.

Dlaczego chersońscy kierowcy wracają do pracy mimo tak ogromnego zagrożenia?

„Musimy wozić ludzi do aptek i szpitali: dzieci, osoby starsze, wszystkich, którzy tu zostali; wszystkich, którzy wciąż tu żyją," mówi kierowca Maksym Diak.

„Nikt poza nami tego nie zrobi. Rozumiemy, że jeśli ich zostawimy, nie będzie nikogo, kto ich przewiezie."

Mieszkaniec Chersonia macha ręką zza okna miejskiego autobusu. Odbite przez ukraińskie wojska miasto próbuje wrócić do normalnego życia i przywrócić funkcjonowanie usług po okresie rosyjskiej okupacji.

Źródło zdjęcia, NurPhoto via Getty Images

Podpis zdjęcia, Ukraina i Zachód oskarżają Rosję o celowe ataki na cywilów w Chersoniu. Według niektórych komentatorów Kreml chce zamienić miasto w „ludzkie safari".

Podobnie jak koledzy, Anatolij i Eduard, Maksym stał się celem rosyjskich dronów. Na początku roku trafił do szpitala ze złamanym żebrem i odłamkami wbitymi w klatkę piersiową.

„Pracujemy jak szczury w klatce. Jesteśmy atakowani z każdej strony, ale nadal jeździmy," powiedział Maksym.

Pod koniec rozmowy zapytałem go, czy rozważał wyjazd z Chersonia.

„Nigdy o tym nie myślałem. Tutaj się urodziłem, tutaj mieszkam i tutaj będę żył aż do końca. Nigdzie się nie wybieram."

Tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu użyto narzędzi AI, w ramach projektu pilotażowego.

Edycja: Nicole Frydrych