Jak dzięki sztucznej inteligencji doceniliśmy niedoskonałości - i zmarszczki

    • Autor, BBC Monitoring
  • Data publikacji
  • Czas czytania: 4 min

Zmęczenie sztuczną inteligencją skłania coraz więcej osób do akceptacji swojego autentycznego wyglądu i nawyków - piszą europejskie i amerykańskie media.

W dobie nierealistycznych zdjęć tworzonych przez AI młodzi ludzie szukają nowych sposobów na wyróżnienie się: niektórzy okrzyknęli nawet zmarszczki nowym symbolem statusu.

Według komentatorów to również reakcja na niedawny boom na medycynę estetyczną: w latach 2019-2018 liczba niechirurgicznych zabiegów estetycznych wzrosła w skali świata o blisko 50%.

Blogerzy zaczynają też rezygnować z pogoni za perfekcją w innych sferach życia. Coraz mniej z nich dokumentuje luksusowe remonty domów i zakupowe szaleństwa. Niektórzy przyznają, że celowo pozostawiają w e-mailach literówki, by zaznaczyć, że pisał je człowiek.

Brytyjska gazeta Financial Times odnotowuje podobny trend w branży muzycznej, gdzie udoskonalenia technologiczne narzuciły wykonawcom nierealistyczne standardy.

Zjawisko ma również wymiar polityczny: niektórzy mówią o sprzeciwie wobec „twarzy w stylu Mar-a-Lago".

Pragnienie niedoskonałości

Amanda Mull z amerykańskiej agencji Bloomberg pisze, że „nieustanne dążenie do perfekcji" - w tym przez zabiegi estetyczne, filtry na Instagramie i stosowanie generatywnej AI - „nagle sprawiło, że zaczęliśmy pragnąć niedoskonałości".

Jako dowód przytacza recenzje „Odysei" Christophera Nolana, zwłaszcza krytykę lśniących zębów aktora Travisa Scotta. Według niektórych komentatorów były one komicznie nie na miejscu w filmie osadzonym w starożytnej Grecji.

Według Mull takie reakcje to wyraz szerszego sprzeciwu wobec postrzeganego przymusu „samooptymalizacji". Przez lata dążyliśmy do perfekcyjnego wizerunku, płacąc za wystawne wakacje, luksusowe zakupy i operacje plastyczne.

Jednak dziś użytkownicy mediów społecznościowych zniechęcają się do influencerów i „zmanipulowanej nierealności" AI. Według dentystów obsługujących zamożnych klientów coraz więcej osób nie chce wyglądać, jakby miały licówki.

Projektanci wnętrz tworzą kolejne kuchnie o „domowym charakterze", z widocznymi sprzętami AGD. Coraz więcej zwolenników botoksu prosi, by kilka zmarszczek pozostało nienaruszonych.

Jak twierdzi Mull, jednym z powodów jest fakt, że ulepszenia są dziś zbyt łatwo dostępne – a przez to mniej wyjątkowe.

„Ludzie spędzają tak dużo czasu na przeglądaniu Instagrama i TikToka, na oglądaniu znanych osób w filmach i serialach, że jako społeczeństwo mamy już dość patrzenia na nadmiernie chronione, nieruchome i gładkie twarze. Chcemy odzyskać odrobinę człowieczeństwa. A to oznacza trochę zmarszczek," powiedziała Mull w Bloomberg TV.

Mull obarcza też winą filtry w mediach społecznościowych i AI, które sprawiają, że wszystkie twarze wyglądają „tak samo". „W gruncie rzeczy to sprzeciw wobec technologii," mówi.

„Częścią trwającej reakcji przeciw AI jest poszukiwanie nowych sposobów na wyróżnienie się jako człowiek: czy to przez celowe pozostawianie kilku literówek w e-mailach, czy też zachowanie ludzkich cech twarzy".

Kolejnym czynnikiem, na który wskazuje, jest upowszechnienie się chirurgii estetycznej. Według Międzynarodowego Towarzystwa Estetycznej Chirurgii Plastycznej (ISAPS) liczba niechirurgicznych zabiegów kosmetycznych wzrosła w latach 2019–2024 o około 50% w skali świata, a liczba liftingów twarzy - o 64%.

Według Mull nowy trend ma również wymiar polityczny. Prezenterka Bloomberg TV Carol Massar określiła go jako sprzeciw wobec „twarzy w stylu Mar-a-Lago".

Osoby, które nie chcą być kojarzone z amerykańskim ruchem MAGA, krytykują preferowane przez wielu z jego zwolenników cechy wyglądu. Według Mull należą do nich „nieruchome czoła, bardzo długie doczepiane włosy i nadmiernie powiększone usta".

Zmarszczki jako symbol statusu

Brytyjski dziennik The Guardian pisze, że niektórzy blogerzy - zmęczeni wszechobecnością w sieci nienaturalnie gładkich, młodzieńczych twarzy - traktują dziś zmarszczki jako nowy „symbol statusu".

Gazeta pisze o kontrowersji wokół wrześniowej okładki brytyjskiego Vogue'a: znalazło się na niej zdjęcie Nicole Kidman, które wiele osób uznało za nadmiernie wyretuszowane. Niektórzy zastanawiali się, czy nie zostało zmodyfikowane przez AI.

Marian Kwei, współpracowniczka Vogue'a i stylistka gwiazd, wiąże tę negatywną reakcję z szerszym trendem, w ramach którego „wszyscy wyglądają do siebie podobnie".

Eseistka Jia Tolentino pisała w 2019 roku o upowszechnianiu się „jednej, cyborgowej twarzy", znanej z Instagrama.

„Siedem lat później zjawisko tylko się nasiliło," zauważa The Guardian.

Według serwisu niechęć do „doskonałości AI" skłania też użytkowników do oglądania zdjęć psów.

Oli Port, redaktor magazynu o modzie dla psów Dogue, mówi: „Fajnie jest widzieć jako gwiazdy psy zamiast ludzi. Ludzie mają tak wielkie ego... Psy w ogóle się tym nie przejmują, chcą tylko dobrej przekąski".

Autentyczność czy perfekcja?

Gazeta Financial Times pisze o podobnym trendzie w branży muzycznej.

Twierdzi, że artyści znajdują się pod coraz większą presją, by używać podczas koncertów drogiego oprogramowania zapewniającego idealne brzmienie.

„Chodzi tu o oczekiwania fanów i standardy wyznaczane przez innych artystów. Gdy ktoś używa technologii, która sprawia, że brzmi bezbłędnie, inni czują presję, by stosować podobne środki. Zjawisko napędza się samo i staje się normą," pisze Financial Times.

„W naszych czasach walka rozgrywa się między autentycznością a perfekcją," dodaje. Zauważa też, że coraz więcej osób zaczyna uważać tę drugą za „nudną".

Dlatego nabywcy podpisanych egzemplarzy wspomnień Lizy Minnelli domagali się w tym roku zwrotu pieniędzy: twierdzili, że podpis wyglądał na wykonany maszynowo.

Tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu użyto narzędzi AI, w ramach projektu pilotażowego.

Opracowanie: Marlena Zagórska i Joanna Kozłowska