Europa celem narastającej kampanii sabotażu, w której głównym podejrzanym jest Rosja

Rozmazany obraz mężczyzny rozbrajającego bombę na pasie startowym lotniska

Źródło zdjęcia, Reuters

Podpis zdjęcia, Niemcy twierdzą, że atak na lotnisku w Lipsku był częścią „rosyjskich operacji hybrydowych” w Europie
    • Autor, Sarah Rainsford
    • Stanowisko, Korespondentka w Europie Południowej i Wschodniej
  • Data publikacji
  • Czas czytania: 7 min

Podczas gdy letnie temperatury w Europie były rekordy, a wielu polityków przeszło w tryb urlopowy, Rosja pozostała skupiona na wojnie.

W ubiegłym miesiącu Moskwa nie tylko nasiliła ataki na Ukrainę, które pochłaniają coraz więcej ofiar wśród ludności cywilnej, ale wszystko wskazuje na to, że Rosja zintensyfikowała również swoją kampanię sabotażową w Europie.

Tym razem głównym celem stały się obiekty sektora wojskowego i obronnego.

Miesiąc po tym, jak na lotnisku w Lipsku, które jest wykorzystywane przez Ukrainę do transportu towarów wojskowych, znaleziono drony wypełnione materiałami wybuchowymi, niemiecki minister spraw wewnętrznych oświadczył, że „odpowiedzialna jest Rosja".

Prezydent Rosji Władimir Putin jak zwykle domaga się dowodów, a jego urzędnicy nazwali oskarżenia „absurdalnymi".

Drony były jednak tylko dramatycznym początkiem. W sierpniu, od Włoch po Estonię, doszło do serii podejrzanych pożarów w obiektach związanych z obronnością.

Niektóre z państw dotkniętych tymi zdarzeniami już wskazały Rosję jako sprawcę. Inne wciąż badają okoliczności pożarów, z których niektóre mogą ostatecznie zostać uznane za przypadkowe - dokładnie taki efekt starają się bowiem osiągnąć sprawcy tego typu działań.

Polski minister spraw wewnętrznych nie ma jednak wątpliwości.

„Istnieje bardzo wiele sygnałów wskazujących na to, że Rosja zmienia swoją strategię i intensyfikuje swoje działania, w tym działalność terrorystyczną i sabotażową," powiedział Marcin Kierwiński, ostrzegając ludzi, by zachowali czujność.

Kampania sierpniowa w Europie

4 sierpnia Niemcy: Odkryto pierwszego drona na lotnisku w Lipsku.

10 sierpnia Bułgaria: W magazynie firmy zbrojeniowej EMCO w Trjawnej wybucha poważny pożar. W oświadczeniu firma przypomniała o wcześniejszych wybuchach w swoich obiektach, które były badane pod kątem powiązań z Rosją. „Ludzki błąd jest wykluczony,” poinformowała firma.

13 sierpnia, Włochy: Pożar w zakładzie KNDS Ammo Italy pod Rzymem wywołuje potężną eksplozję.

Lokalny prokurator bada możliwość ingerencji z zewnątrz, donosi gazeta La Repubblica. Publicznie jego biuro potwierdzi jedynie wszczęcie postępowania przeciwko „nieznanym osobom” w sprawie zaniedbania.

15 sierpnia Estonia: W płomieniach staje fabryka Milrem Robotics w Tallinie, która według Kyiv Post dostarcza drony do Ukrainy. Dwóch podejrzanych zostaje aresztowanych.

Premier Estonii Kristen Michal powiedziała, że śledczy „poważnie traktują” prawdopodobieństwo rosyjskiego sabotażu.

25 sierpnia Słowacja: Policja poinformowała o udaremnieniu próby podpalenia ukraińskiego producenta dronów oraz o zabezpieczeniu „dużej ilości substancji zapalającej". Sama firma obwiniła Rosję, a policja zatrzymała trzech podejrzanych, którzy, jak twierdzi, „wykonywali polecenia". Słowacja jest bliskim sojusznikiem Rosji w Europie.

30 sierpnia Polska: W kraju będącym częstym celem sabotażu doszło do dwóch kolejnych pożarów.

Jeden z nich miał miejsce w Lublinie, w firmie produkującej podzespoły do śmigłowców. Premier Donald Tusk powiedział, że „nie można wykluczyć” podpalenia.

Atak na producenta dronów, firmę WB Group, jest bardziej jednoznaczny. Kamery monitoringu zarejestrowały zamaskowanego mężczyznę rzucającego urządzenia zapalające. Tusk określił to jako „kontynuację eskalacyjnych działań Rosji".

Podobna sytuacja miała miejsce we wrześniu – w Monachium w Niemczech aresztowano dwóch Bułgarów pod zarzutem podpalenia po tym, jak z samochodu rzucili ładunkami zapalającymi w stronę firmy zbrojeniowej Rhode & Schwartz.

Policja poinformowała również, że ściga ekstremistę klimatycznego podejrzanego o dokonanie w tym tygodniu ataków sabotażowych na stacje elektroenergetyczne w zachodnich Niemczech.

Szary samochód policyjny z niebieskim oznakowaniem stoi na w poprzek drogi. Na drugim planie widać jasny budynek fabryczny.

Źródło zdjęcia, EPA

Podpis zdjęcia, Pożar w Skarżysku-Kamiennej z 31 sierpnia był wymierzony w jedną z największych firm zbrojeniowych w Polsce

Dlaczego teraz?

Ataki na cele wojskowe i obronne nie są niczym nowym, choć wcześniejsze akty sabotażu wiązane z Rosją dotyczyły również bardziej zagadkowych celów, takich jak sklep Ikea czy sklep z farbami w Polsce.

Nowością jest obecnie skala i nagromadzenie takich przypadków.

„Natężenie ataków na obiekty wojskowe, które obserwujemy w ciągu ostatnich kilku tygodni, jest czymś nietypowym," mówi Daniela Richterova z Wydziału Studiów nad Wojną (Department of War Studies) w Brytyjskim King's College.

Jej zdaniem wzrost liczby takich incydentów jest związany z rozwojem sytuacji na froncie rosyjskiej inwazji na Ukrainę.

„W praktyce obserwujemy, jak Ukraina przenosi działania wojenne na terytorium Rosji i przeprowadza uderzenia głęboko w głąb kraju... Oni [Moskwa] znajdują się pod presją i muszą coś zrobić."

Choć część aktów sabotażu ma na celu sianie chaosu lub strachu, Richterova uważa, że obecnie celem Kremla jest „sygnalizowanie przymusu" (coercive signalling), czyli wywieranie presji na państwa, by przestały wspierać Kijów poprzez podnoszenie stawki.

Po niezbyt dynamicznym początku Niemcy są obecnie największym dostawcą pomocy wojskowej dla Ukrainy.

Istnieją jednak również inne teorie.

Zdaniem niektórych Rosja jest mniej zainteresowana „zakręceniem kurka" z dostawami dla Ukrainy, a bardziej testowaniem słabości NATO.

„Rosja bada granice tego, co jest akceptowalne, i gromadzi informacje o rezultatach swoich działań. Sprawdza, co działa, a co jest podatne na atak," twierdzi Keir Giles z think tanku Chatham House.

Postrzega on kampanię sabotażową jako przygotowanie do „kolejnej fazy" - jak to określa - rosyjskiej agresji w Europie.

„Oceniają, na ile państwo będące celem ataku jest rzeczywiście skłonne coś z tym zrobić".

Międzynarodowy Instytut Studiów Strategicznych (IISS), który monitoruje przypadki sabotażu, wskazuje na wzrost liczby takich incydentów w 2024 r., kiedy sojusznicy Ukrainy zaczęli zezwalać jej na używanie dostarczanej przez Zachód broni do ataków głębiej na terytorium Rosji.

Rok 2024 był rokiem spisku związanego z bombami ukrytymi w przesyłkach, kiedy Rosję oskarżono o wysyłanie do Wielkiej Brytanii i Polski paczek zawierających płynne materiały wybuchowe.

Jedna z nich zapaliła się tuż przed załadowaniem na samolot transportowy DHL. Uważa się, że był to test przed operacją na znacznie większą skalę.

Dwóch strażaków rozpyla pianę na wózek transportowy na lotnisku. Z wózka wydobywa się dym.

Źródło zdjęcia, Police handout

Podpis zdjęcia, W 2024 r. do Wielkiej Brytanii i Polski wysłano z Litwy cztery paczki – dwie z nich zapaliły się w magazynie w Wielkiej Brytanii i na lotnisku w Lipsku

„Był to wyraźny sygnał, że są gotowi do narażenia życia dużej liczby ludzi,” dodaje Giles.

Był to krok na tyle poważny, że Biały Dom skontaktował się z Kremlem, aby zażądać zaprzestania takich działań. Rosja przetestowała granice tolerancji i przekonała się, gdzie przebiega czerwona linia.

Ale ataki trwają. Niemieckie media w piątek zacytowały raport policji federalnej, który wymienia ponad 165 podejrzewanych przypadków sabotażu w całym kraju w tym roku, choć nie podano, kto jest za nie odpowiedzialny.

Kim są domniemani sabotażyści?

Doniesienia z Niemiec sugerują, że mężczyźni, którzy załadowali i wystrzelili drony na lotnisku w Lipsku, byli Rosjanami, a co najmniej jeden z nich mógł specjalnie przyjechać do kraju, aby wykonać to zadanie.

Byłoby to jednak nietypowe.

Zdecydowaną większość ataków sabotażowych w Europie przeprowadzają rosyjscy pośrednicy, określani mianem „sabotażystów na zlecenie" („gig economy saboteurs").

Są to zazwyczaj osoby rosyjskojęzyczne pochodzące z byłych republik radzieckich, rekrutowane przez internet i motywowane pieniędzmi, a nie przekonaniami politycznymi.

W jednym z przypadków opisywanych przez BBC, w Polsce osoby wynajęte do przeprowadzenia sabotażu wcześniej walczyły jako ochotnicy po stronie Ukrainy.

Powszechnie uważa się, że osoby nadzorujące tego typu operacje pozostają w Rosji i koordynują działania przez internet.

IISS porównał wykorzystywanych przez nich pośredników do dronów kamikadze: są tani, można ich łatwo użyć w dużej liczbie, ale są jednorazowi.

Amatorzy bywają jednak niezdarni lub lekkomyślni. W przypadku spisku związanego z bombami ukrytymi w przesyłkach jeden z mężczyzn nie zdołał znaleźć punktu odbioru, przez co całą operację trzeba było odwołać.

Jeśli więc Moskwa rzeczywiście wysłała do przeprowadzenia operacji z dronami w Lipsku zawodowych agentów, sugerowałoby to, że zależało jej na precyzji i powodzeniu akcji.

W rzeczywistości wygląda jednak na to, że urządzenia uległy awarii.

NATO w obliczu kampanii w stylu ZSRR

Rosyjskie operacje sabotażowe wydają się pochodzić z podręcznika z czasów zimnej wojny. Badania Danieli Richterovej pokazują, że na sowieckich listach celów sabotażowych znajdowały się bardzo podobne obiekty, a agenci-sabotażyści byli wykorzystywani w niemal identyczny sposób.

Jak wyjaśnia, założenie było takie, by w czasie pokoju przeprowadzać niewielkie ataki, którym można zaprzeczać, a w czasie wojny stopniowo zwiększać ich skalę.

„Myślę, że nadal znajdujemy się w szarej strefie pomiędzy tymi dwoma sytuacjami, ale rodzaj ataków, które obserwowaliśmy w ostatnich tygodniach sprawia, że ta strefa się kurczy," mówi. „A to, moim zdaniem, zwiększa ryzyko tego, co może wydarzyć się później".

Podczas gdy NATO usiłuje znaleźć odpowiedź na te incydenty, nadal nie ma jasności, w którym momencie pojedyncze, niewielkie ataki zostaną uznane za skoordynowaną rosyjską ofensywę wymagającą reakcji.

Być może większym zagrożeniem niż wszystkie te działania jest ryzyko niezamierzonej eskalacji.

Co by się stało, gdyby przesyłka eksplodowała w powietrzu i doprowadziła do katastrofy? Co by było, gdyby dron z Lipska doprowadził do rozbicia samolotu?

„Myślę, że mogłoby to doprowadzić do poważnego ataku," mówi Richterova. „Wówczas NATO, w obecnych warunkach podwyższonej gotowości bezpieczeństwa, nie mogłoby tego zignorować i musiałaby nastąpić reakcja".

Przy tłumaczeniu tego artykułu, który oryginalnie był napisany w języku angielskim, zostały użyte narzędzia AI. Dziennikarz BBC sprawdził tłumaczenie przed publikacją. Więcej o tym jak używamy AI.

Edycja: Magdalena Mis