Co dla Europy znaczy historyczne zwycięstwo AfD w Saksonii-Anhalt?

Źródło zdjęcia, Reuters
- Autor, Katya Adler
- Stanowisko, Redaktorka ds. Europy
- Data publikacji
- Czas czytania: 4 min
„Przełom", „społeczno-polityczne trzęsienie ziemi", „punkt zwrotny dla Niemiec".
Tak analitycy i niektóre media opisywali miażdżące zwycięstwo antyimigracyjnej partii Alternatywa dla Niemiec (AfD) w niedzielnych wyborach samorządowych w Saksonii-Anhalt. Czy to przesada?
Saksonia-Anhalt to jeden z najmniejszych wśród 16 regionów Niemiec. Mieszka w nim zaledwie 1,7 mln uprawnionych do głosowania, w porównaniu z 59 mln w całym kraju. Jak znaczące są wyniki niedzielnych wyborów - zwłaszcza biorąc pod uwagę, że AfD nie udało się zyskać bezwzględnej większości w lokalnym parlamencie?
Odpowiedź brzmi: niezwykle znaczące.
Skutki regionalnych wyborów są już odczuwalne na szczeblu krajowym. Zdecydowane zwycięstwo AfD skutkuje dalszą presją na i tak pogrążony w kłopotach centrowy rząd koalicyjny w Berlinie.
Może okazać się ostatnim gwoździem do politycznej trumny głęboko niepopularnego konserwatywnego kanclerza, Friedricha Merza. Merz obiecywał wyborcom, że doprowadzi do znacznego spadku popularności AfD.
Polityczne kłopoty jeszcze bardziej rozproszą uwagę Niemiec, najpotężniejszego gracza w UE, w dobie kryzysu na kontynencie. Europa zmaga się dziś z rosyjską agresją, kapryśnymi decyzjami Waszyngtonu w sprawie ceł i zagrożeniem gospodarczym ze strony Chin.
Wynik wyborów w Saksonii-Anhalt to powód do refleksji w całych Niemczech, gdzie nazistowska przeszłość wciąż rzuca długi cień. To pierwsze tak spektakularne zwycięstwo wyborcze skrajnie prawicowej, nacjonalistycznej partii od upadku III Rzeszy w 1945 roku.
Niemieckie władze uznały partię AfD za częściowo antydemokratyczną, a szereg jej regionalnych oddziałów - w tym w Saksonii-Anhalt - za prawicowych ekstremistów.
Od dawna wiadomo było o ogromnym poparciu dla AfD we wschodnich Niemczech. Jednak według obecnych sondaży partia prowadzi w całym kraju.
Niewielka Saksonia-Anhalt wywołuje poruszenie również poza granicami Niemiec.
Prezydent USA Donald Trump opublikował wyniki niedzielnych sondaży exit poll w mediach społecznościowych niedługo po tym, jak się pojawiły.
Hasło AfD „Niemcy dla Niemców" jest bliskie przesłaniu Trumpa. AfD - podobnie jak wiele innych europejskich partii nacjonalistycznych - czerpie też ze strategii ruchu MAGA: podważa wiarygodność mediów głównego nurtu, kwestionuje bezstronność sędziów i obiecuje, że „uczyni Niemcy znów wielkimi".
Warto jednak zauważyć, że podczas europejskich kampanii wyborczych rzadko pada nazwisko samego Trumpa. Politycy doskonale zdają sobie sprawę z niechęci wyborców do prezydenta USA.
Oprócz Trumpa na niedzielne wyniki wyborów zareagował wpływowy rosyjski biznesmen Kirył Dmitriew - dyrektor generalny Rosyjskiego Funduszu Inwestycji Bezpośrednich i wielokrotny specjalny wysłannik Kremla w kontaktach z Zachodem.
Dmitriew określił wynik AfD jako „historyczny", a rząd federalny Niemiec jako „zdyskredytowany". Pisał też o „upokorzeniu" kanclerza Merza.
Skąd zainteresowanie Rosji lokalnymi wyborami w Niemczech?
Berlin jest największym indywidualnym dostawcą pomocy dla Ukrainy, a AfD to dość prorosyjska partia. Nawołuje do zaprzestania pomocy wojskowej dla Kijowa, zniesienia sankcji wobec Moskwy i wznowienia zakupów stosunkowo taniej rosyjskiej energii.
Energochłonny przemysł Niemiec poniósł ogromne straty po wstrzymaniu importu rosyjskiej ropy i gazu po pełnoskalowej inwazji Kremla na Ukrainę w 2022 roku.

Źródło zdjęcia, Reuters
Łagodne podejście AfD do Rosji rezonuje szczególnie we wschodnich Niemczech, które wciąż są znacznie uboższe od zachodnich - mimo że niemiecki rząd wydał do 3 bilionów euro na integrację landów byłego NRD po upadku muru berlińskiego w 1989 roku.
Saksonia-Anhalt to najbiedniejszy region kraju. Podobnie jak w większości wschodnich Niemiec, wśród wyborców powszechna jest „Ostalgie" - „nostalgia za wschodem" i stosunkową stabilizacją czasów komunizmu.
Wybory uważnie obserwowano też w Brukseli. Najbliższe 12 miesięcy to okres intensywnych kampanii wyborczych w całej UE - w tym w Polsce, Francji, Włoszech i Hiszpanii.
Bruksela obawia się, że na całym kontynencie zyskają bardziej „skrajne" partie - zwłaszcza prawicowe, ale i lewicowe.
Lider hiszpańskiej nacjonalistycznej partii Vox, Santiago Abascal, napisał w niedzielę na X, że zwycięstwo AfD w Saksonii-Anhalt to „wielka nadzieja dla Niemiec i dla Europy".
Z kolei francuski minister ds. Europy Benjamin Haddad, sojusznik centrowego prezydenta Emmanuela Macrona, ostrzegł: „To poważny moment dla Europy - skrajna prawica wygrała wybory regionalne w Niemczech".
Ani AfD, ani inne europejskie partie określane mianem „skrajnej prawicy" lub „twardej prawicy" nie akceptują tych etykiet.
Różnią się też między sobą tonem wypowiedzi i programem partyjnym. Francuskie Zjednoczenie Narodowe pod przewodnictwem Marine Le Pen wykluczyło dwa lata temu AfD ze swojej frakcji w Parlamencie Europejskim. Uznało, że niemiecka partia głosi „zbyt radykalne" poglądy.
Większość z tych ugrupowań łączy jednak antyimigracyjny program i eurosceptyczne przesłanie. Bruksela obawia się, że wzrost ich popularności osłabia europejską spójność w czasie, gdy wydarzenia zewnętrzne wymagają jej bardziej niż kiedykolwiek.
UE twierdzi, że jedność kontynentu jest konieczna, by przeciwstawić się gospodarczym groźbom Donalda Trumpa i skutecznie chronić europejski biznes przed chińskim dumpingiem - sprzedażą towarów poniżej kosztów produkcji lub po cenach niższych niż w kraju producenta.
Resorty obrony ostrzegają też, że luki w europejskich sankcjach wobec Rosji i wyrazy niechęci wobec członkostwa w NATO - m.in. ze strony AfD czy Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen - tylko ośmielają Moskwę.
Według szefów europejskich służb bezpieczeństwa kontynent musi trzymać się razem, by powstrzymać rosyjską inwazję na Ukrainę. W przeciwnym razie Kreml może pokusić się o atak na NATO, na przykład na kraje bałtyckie.
Europejscy wyborcy są jednak świadomi zewnętrznych zagrożeń i wpływu, jakie wywierają na życie w ich krajach. Martwią ich potencjalne skutki wojen w Ukrainie i na Bliskim Wschodzie, przeciążona służba zdrowia i niestabilna sytuacja ekonomiczna ich rodzin. Niepokoi ich też niekontrolowana imigracja i bezpieczeństwo na ulicach.
Na tym tle wyniki wyborów w Saksonii-Anhalt to jasne ostrzeżenie dla tradycyjnych partii politycznych - ale także dla wymiaru sprawiedliwości i służb bezpieczeństwa w całej Europie. AfD lekceważy je, nazywając je dbającym wyłącznie o własne interesy „establishmentem".
Europejscy wyborcy czują się zagubieni i zawiedzeni przez partie, które wspierali przez dziesięciolecia. To, że w czasie wyborów patrzą dalej w prawo lub w lewo, nie oznacza, że nagle wszyscy stali się ekstremistami.
Hasłem wyborczym AfD w Saksonii-Anhalt było optymistyczne „Wszystko jest możliwe!". Partia obiecywała też, że Niemcy znów będą dumni ze swojego kraju. Choć nie ma doświadczenia w rządzeniu, wyborcy wydają się coraz bardziej skłonni dać jej szansę.
Tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu użyto narzędzi AI, w ramach projektu pilotażowego.
Opracowanie: Joanna Kozłowska








