W Wielkiej Brytanii narastają antyimigracyjne protesty w portach

Policjanci w mundurach odblaskowych, z tarczami ochronnymi, tworzą linię po prawej stronie zdjęcia. Po lewej grupa protestujących. W tle metalowy płot i instalacje portowe.

Źródło zdjęcia, Eddie Mitchell

Podpis zdjęcia, W niedzielę wieczorem protestujący zablokowali drogę w Portsmouth na południu Anglii
    • Autor, Henry Ridgwell
  • Data publikacji
  • Czas czytania: 5 min

Rosną napięcia w dwóch brytyjskich portach, gdzie protestujący przeciw napływowi migrantów przez kanał La Manche starli się z policją.

Podczas niedzielnych starć w Portsmouth, na południu Anglii, demonstranci próbowali zatrzymać autokary przewożące do miasta migrantów, których sprowadzono na ląd wcześniej tego samego dnia.

Jednostki ratunkowe przechwyciły ponton migrantów po wpłynięciu na brytyjskie wody - znacznie dalej na zachód od najczęściej wykorzystywanej trasy w rejonie Calais i Dover.

W łodzi znajdowało się około 140 osób. Francuskie służby śledziły ją do momentu, gdy wpłynęła na brytyjskie wody terytorialne.

Stos jaskrawopomarańczowych kamizelek ratunkowych leży na poboczu drogi w porcie, obok pomostu. W tle widać dwóch policjantów.

Źródło zdjęcia, Reuters

Podpis zdjęcia, Przystań promowa Eastney w Portsmouth po antyimigracyjnych protestach

'Zastraszające zachowanie'

Brytyjski rząd określił protest w Portsmouth jako „zastraszające i chuligańskie zachowanie".

„Brytyjczycy mają uzasadnione obawy związane z imigracją, ale nie powinni wyrażać ich, zastraszając innych," powiedziała BBC brytyjska ministra Emma Reynolds.

Jednak część mieszkańców Portsmouth poparła protesty.

„Jest tu zbyt wielu migrantów. Nasze ulice nie są już bezpieczne i musi się to skończyć," powiedział nam 65-letni mieszkaniec Portsmouth Les Pearce.

Kobieta o blond włosach patrzy w obiektyw. Ma na sobie ciemnozieloną bluzkę z dekoltem. W tle widać dom i żywopłot.

Źródło zdjęcia, Ella Prichard

Podpis zdjęcia, Mieszkanka Portsmouth Ella Prichard: „Chodzi o bezpieczeństwo naszej społeczności"

Ella Prichard z Portsmouth natknęła się na protestujących w niedzielę wieczorem, gdy szła odebrać jedzenie na wynos.

„To był ogromny szok i powód do prawdziwego niepokoju," powiedziała. Dodała, że demonstracja odzwierciedla nastroje części miejscowych.

„Chodzi o bezpieczeństwo naszej społeczności. To najazd i przepraszam, jeśli kogoś to urazi," powiedziała w rozmowie z BBC Radio Solent.

Zamaskowani protestujący

Protest w Portsmouth nastąpił po większej i dobrze zorganizowanej demonstracji w Dover, około 200 km na wschód, również na południowym wybrzeżu Anglii.

W sobotę setki ubranych na czarno aktywistów z zasłoniętymi twarzami zablokowały drogi dojazdowe do portu.

Demonstranci skandowali: „Zatrzymajcie łodzie".

Zamaskowani uczestnicy protestu stoją na drodze. Mają na sobie czarne ubrania i kominiarki. W tle widać domy i białe klify.

Źródło zdjęcia, Remco van Schellen

Podpis zdjęcia, Zamaskowani uczestnicy antyimigracyjnego protestu zablokowali w sobotę drogi wokół portu w Dover

Miejscowa policja w hrabstwie Kent przyznała, że nie wiedziała o planowanym proteście, co doprowadziło do oskarżeń o zaniedbania w pracy wywiadowczej.

Przewodniczący antyimigracyjnej partii Reform UK, Lee Anderson, napisał na X, że „nic dziwnego", że ludzie wychodzą na ulice, by wyrazić sprzeciw wobec przyjazdom osób, które „nie mają prawa przebywać w tym kraju".

Partia Reform UK zyskuje na popularności: w 2024 roku po raz pierwszy dostała się do brytyjskiego parlamentu. Objęła osiem mandatów z 650 możliwych.

Dwóch mężczyzn stoi za metalowym płotem. Jeden z nich ma na sobie okulary przeciwsłoneczne. Drugi podciąga w górę sweter, by zasłonić twarz. W tle, na drewnianym płocie, zawieszono flagę Anglii - czerwony krzyż na białym tle.
Podpis zdjęcia, Uczestnicy antyimigracyjnego protestu blisko hotelu Bell w Epping pod Londynem, gdzie zakwaterowano ubiegających się o azyl. 27 sierpnia 2026 r.

W ostatnich miesiącach w różnych częściach Wielkiej Brytanii odbyło się kilka antyimigracyjnych protestów - wiele z nich w pobliżu miejsc, gdzie zakwaterowano ubiegających się o azyl.

Nick Lowles - założyciel organizacji Hope Not Hate (z ang. nadzieja, nie nienawiść), której misją jest przeciwdziałanie ekstremizmom - powiedział BBC, że protesty w Dover i Portsmouth tworzą atmosferę strachu. Dodał, że policja „musi przejąć kontrolę nad sytuacją".

„To niedopuszczalne, by 300 czy 400 osób w kominiarkach maszerowało ulicami i blokowało ruch," powiedział.

„Strach wobec migrantów i imigrantów, strach wobec osób o innym kolorze skóry, strach wobec wielu ludzi... Uważam, że rząd powinien znacznie bardziej stanowczo przeciwstawiać się takim działaniom," dodał Lowles.

Przemytnicy przenoszą się na zachód

Migranci przewiezieni do Portsmouth wypłynęli z wybrzeża Normandii, około 250 km na zachód od francuskiego miasta Calais. Trasa przez kanał La Manche z tego miejsca do brytyjskiego wybrzeża liczy około 120 km - znacznie więcej niż szlak z Calais do Dover, który w najwęższym miejscu ma około 38 km.

Wydaje się, że była to jedna z najdłuższych przepraw do Wielkiej Brytanii organizowanych przez przemytników ludzi.

Dłuższe podróże wiążą się z większym ryzykiem.

Rozmazane zdjęcie kilkudziesięciu osób na pokładzie płynącego po morzu pontonu. W tle nocne niebo.

Źródło zdjęcia, French Lifeboat Services

Podpis zdjęcia, Ponton skierowany do Portsmouth, który wywołał niedzielne protesty. Zdjęcie wykonała francuska jednostka ratunkowa w Saint-Vaast-la-Hougue w Normandii

'Desperacja jest ogromna'

Jedna z osób ubiegających się o azyl, która przypłynęła do Wielkiej Brytanii małą łodzią kilka lat temu, powiedziała BBC, że dodatkowa odległość nie ma większego znaczenia.

„Migranci zrobią wszystko, by tu dotrzeć. Skala desperacji jest ogromna i fakt, że spędzą więcej czasu na wodzie, niewiele zmieni," powiedziała.

Dodał, że ostatecznym celem migrantów jest dotarcie na brytyjskie wody terytorialne, by móc legalnie ubiegać się o azyl.

Mimo że przemytnicy ludzi coraz częściej wykorzystują większe łodzie, liczba migrantów przeprawiających się przez kanał La Manche spadła w tym roku o 43%.

W ubiegłym tygodniu brytyjski premier Andy Burnham i prezydent Francji Emmanuel Macron uzgodnili wysłanie dodatkowych 45 policjantów na zachodnie plaże Francji. Przemytnicy ludzi poszukują tam nowych tras, które pozwolą im uniknąć wykrycia.

Tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu użyto narzędzi AI, w ramach projektu pilotażowego.

Opracowanie: Julita Waleskiewicz