Poznaj kryptomiliarderów budujących świat, w którym pieniądze kupują głos

Kobieta o długich blond włosach, ubrana w szary sweter i ciemną czapkę z daszkiem, pije szampana z kieliszka typu flet, patrząc na pustynny krajobraz nad rzeką.
Podpis zdjęcia, Spoglądając na Liberland – mikropaństwo położone na terenach zalewowych Dunaju.
    • Autor, Matt Shea
    • Relacja z, Liberland
  • Data publikacji
  • Czas czytania: 7 min

Patrząc z łodzi na Wolną Republikę Liberlandu, nie zobaczymy niczego szczególnego.

Obserwując ten płaski, błotnisty fragment nadrzecznych terenów zalewowych nad Dunajem, porośnięty olchami i usiany namiotami oraz domkami na drzewach, trudno zgadnąć, że jest on powiązany z jednymi z najbogatszych ludzi na świecie – w tym z największym początkowym inwestorem w kryptowalutowy biznes rodziny Trumpów.

Zupełnie inaczej prezentuje się jednak wirtualna wersja Liberlandu, którą właśnie mi pokazano. Zaprojektowana przez pracownię architektoniczną ZHA, założoną przez Zahę Hadid, obejmuje lśniące wieżowce, unoszące się parki publiczne i futurystyczne instalacje wodne zdające się przeczyć prawom grawitacji.

Osobą prezentującą mi ten projekt jest Vít Jedlička, prezydent Liberlandu. Założył o mikropaństwo na spornym skrawku terytorium między Serbią a Chorwacją. Jego celem było stworzenie prawdziwie libertariańskiego, cyfrowego państwa działającego w oparciu o tę samą technologię, na której bazują kryptowaluty.

Przez ostatni rok odwiedzałem Liberland na potrzeby filmu dokumentalnego BBC Two - The Tech Billionaire Takeover (Jak miliarderzy technologiczni przejmują władzę).

Liberland może wyglądać i brzmieć jak żart. Jednak przedsięwzięcie jest finansowane przez niektórych z najbogatszych ludzi świata kryptowalut i opiera się na idei, którą próbują oni rozpowszechnić: że rząd może zostać zastąpiony.

Do kraju docieramy łodzią, ponieważ chorwackie władze uniemożliwiają wjazd drogą lądową. Na brzegu wychodzi nas przywitać kilku osadników w kurtkach przeciwdeszczowych, a prezydent Jedlička, przemawiając przez megafon, wręcza jednemu z nich oficjalny medal.

W większości współczesnych demokracji każdy obywatel ma jeden równy głos. W Liberlandzie jest jednak inaczej. Działa tam kryptowalutowy token o nazwie Liberland Merits, który można kupić.

Prezydent Jedlička wyjaśnia mi, że wybory odbywają się właśnie za pośrednictwem tego systemu.

"Osoby posiadające więcej Meritów mają większy wpływ na to, kto będzie sprawował władzę w kraju," mówi.

W praktyce oznacza to, że siła głosu zależy od posiadanego majątku, a głosować można bezpośrednio za pomocą pieniędzy.

Oglądaj momenty
Podpis wideo, Poznaj kryptomiliarderów budujących świat dla najbogatszych

Liberland jest również całkowicie wolny od podatków, co wyjaśnia mi minister spraw wewnętrznych tego mikropaństwa, Ivan Pernar – kontrowersyjny były chorwacki poseł, usunięty z parlamentu za rozpowszechnianie teorii spiskowych.

"Zwykle osoby wierzące w wolność, zdecentralizowane finanse i tym podobne idee pochodzą z bardziej zamożnych warstw społeczeństwa," mówi Pernar.

"Gdybyśmy nie stosowali żadnej selekcji i powiedzieli, że każdy, kto przypłynie tu łodzią, jest mile widziany, skończylibyśmy jak Wielka Brytania. A tego nie chcemy".

"Czyli chodzi o wolność, ale niektórzy mają jej więcej niż inni?," pytam, sugerując, że jednym z głównych sposobów zdobycia w Liberlandzie władzy i wpływów są pieniądze.

"Oczywiście," odpowiada Pernar. Dodaje, że gdyby w kraju znalazła się „grupa biedaków bez niczego", inni musieliby finansować ich świadczenia socjalne.

Następnie porównuje osoby ubogie do zwierząt.

"Nie dokarmiaj zwierząt, bo się do tego przyzwyczają i stracą zdolność samodzielnego zdobywania pożywienia. Tak samo jest z ludźmi".

Dla zamożnych sponsorów Liberlandu pomaganie biednym – podobnie jak wszelkie podatki czy scentralizowane mechanizmy redystrybucji majątku – stanowi zamach na ich indywidualną wolność. Pogląd ten podzielają również, co nie jest zaskoczeniem, ludzie mający w tym środowisku znacznie więcej pieniędzy i wpływów niż sam Pernar.

Bananowy miliarder

Przez ostatni rok spędzałem czas z premierem Liberlandu, chińskim magnatem świata kryptowalut Justinem Sunem. Dzięki wsparciu Suna – oraz, jak twierdzą Liberlandczycy, około 30 innych miliarderów związanych z branżą technologiczną – projekt może mieć obecnie dostęp do środków potrzebnych do rozpoczęcia budowy swojej futurystycznej mikronacji z lśniącymi wieżowcami.

Majątek Suna szacowany jest na około 8,5 mld dolarów. Największy rozgłos przyniosło mu kupno za 6,2 mln dolarów dzieła sztuki przedstawiającego banana przyklejonego taśmą klejącą do ściany, którego później zjadł. Amerykańskie organy nadzoru oskarżały go również o oszustwa i manipulacje rynkowe. Sun zaprzeczał tym zarzutom, a niedawno zawarł ugodę o wartości 10 mln dolarów, kończącą postępowanie w tej sprawie.

Firma Suna, Tron, prowadzi blockchain – globalną sieć informatyczną, za pośrednictwem której można kupować i sprzedawać kryptowaluty. W przeciwieństwie do banku nie jest ona kontrolowana przez jeden centralny podmiot. Jest zdecentralizowana i działa na wielu komputerach rozmieszczonych na całym świecie, co utrudnia jej opodatkowanie i regulowanie przez państwa.

Ta sama technologia blockchain wykorzystywana jest do funkcjonowania rządu Liberlandu. A jeśli Sun dopnie swego, pewnego dnia mogłaby zostać wykorzystana również do zarządzania naszymi państwami.

Obywatele głosują tam nad ustawami i referendami za pomocą cyfrowych tokenów, a wyniki głosowań są automatycznie zliczane i wdrażane przez kod komputerowy, zamiast być nadzorowane przez urzędników.

W praktyce technologia ta wciąż znajduje się jednak na wczesnym etapie rozwoju, a do wprowadzania uchwalonych przepisów nadal potrzebni są ludzie.

Justin Sun jedzący banana

Źródło zdjęcia, Getty Images

Podpis zdjęcia, Justin Sun i jego banan za 6,2 mln dolarów

Według firmy analitycznej TRM Labs, specjalizującej się w analizie blockchainu, Tron jest jedną z największych platform wykorzystywanych do transferu kryptowalut pochodzących z nielegalnych źródeł.

Mają to być między innymi środki powiązane z Hamasem i Hezbollahem, a także kartelami narkotykowymi i strukturami mafijnymi. Sun twierdzi jednak, że Tron nawiązał nowatorską współpracę z organami ścigania w celu zwalczania nielegalnych transakcji, co doprowadziło do znaczącego spadku ich liczby na platformie.

Rodzina Trumpów przyjęła go jako głównego inwestora tokenów w swoim przedsięwzięciu kryptowalutowym World Liberty Financial. Sun zainwestował w firmę ponad 75 mln dolarów, a także kolejne miliony w kryptowalutę typu memecoin powiązaną z Donaldem Trumpem. Dzięki temu zyskał możliwość udziału w kolacji z prezydentem USA.

Donald Trump formalnie wycofał się ze spółki po objęciu urzędu prezydenta, jednak rodzinny fundusz powierniczy nadal pozostaje jej właścicielem i czerpie z niej zyski, m.in. ze sprzedaży kryptowaluty USD1.

Według szacunków Trump zarobił na kryptowalutach ponad 1,4 mld dolarów w ciągu ostatniego roku, a jego potencjalne przyszłe zyski mogą być jeszcze większe.

Planeta bez granic?

Można śmiało powiedzieć, że rodzina Trumpów odniosła ogromne korzyści ze swojej relacji z Sunem. Ale czego w zamian oczekują Sun i inni przedsiębiorcy z branży kryptowalut, którzy zbliżyli się do Trumpów? Pewną odpowiedź może dawać właśnie Liberland.

W bezpośrednim kontakcie Sun sprawia wrażenie ciepłej i przyjaznej osoby. Podobnie jak w przypadku innych miliarderów, których poznałem, miałem poczucie, że rzadko przebywa on w towarzystwie ludzi, którzy nie są od niego zależni zawodowo lub nie liczą na jego pieniądze. Większość naszych rozmów dotyczyła fantastyki naukowej i gier komputerowych.

Latem ubiegłego roku, niedługo po powrocie z kosmosu – dokąd poleciał dzięki wartej 29 mln dolarów wyprawie zorganizowanej przez firmę Blue Origin Jeffa Bezosa – Sun zadzwonił, aby opowiedzieć mi o swoim doświadczeniu.

Powiedział, że uderzyła go myśl, iż „sama planeta nie ma granic", a „pojęcie państwa w zasadzie w ogóle nie istnieje".

Przekonanie, że tradycyjne państwo narodowe jest przestarzałym modelem, który można zastąpić technologią blockchain, było jednym z powodów, dla których zdecydował się kandydować na stanowisko premiera Liberlandu.

Grupa młodych ludzi wiwatuje i wznosi zaciśnięte pięści w górę. Pośrodku starszy mężczyzna w szarym garniturze oraz fioletowo-żółtym krawacie również wznosi pięść i krzyczy.
Podpis zdjęcia, Tim Draper na swoim uniwersytecie, gdzie wolność jest promowana „za wszelką cenę"

Liberland nie jest wyjątkiem. To jedno z kilku eksperymentalnych mikropaństw – terytoriów ogłaszających niepodległość, ale nieuznawanych przez społeczność międzynarodową. Podobne projekty rozwijane są także gdzie indziej: wśród nich Prospera w Hondurasie, Seasteading Institute Petera Thiela oraz Draper Nation Tima Drapera – w pełni cyfrowe państwo, którego walutą jest bitcoin.

Spotykam Drapera, miliardera i inwestora technologicznego, na należącym do niego Uniwersytecie Drapera w Dolinie Krzemowej. To rodzaj obozu szkoleniowego dla młodych założycieli start-upów, gdzie uczestnicy składają zobowiązanie do „promowania wolności za wszelką cenę".

Draper mówi mi, że według niego rządy oferują „złe usługi za wysoką cenę", a technologia blockchain po prostu je zastąpi.

"To tylko kwestia czasu," przekonuje.

Wiele z tych idei można wywodzić z poglądów kontrowersyjnego myśliciela i przedsiębiorcy technologicznego Curtisa Yarvina, określanego mianem „twórcy Mrocznego Oświecenia" (ang. Dark Enlightenment).

Yarvin zyskał uznanie części amerykańskiej prawicy, w tym miliardera technologicznego Petera Thiela oraz niektórych polityków obecnej administracji Trumpa, wśród nich wiceprezydenta J.D. Vance'a.

Jego filozofia jest notorycznie trudna do zrozumienia, ale w dużym uproszczeniu sprowadza się do krytyki demokracji. Yarvin twierdzi, że system ten zawiódł między innymi dlatego, że nie ograniczył imigracji w wystarczającym stopniu.

W rezultacie postuluje zastąpienie demokracji autorytarną strukturą będącą czymś pomiędzy korporacją, monarchią a mikropaństwem zarządzanym przy użyciu technologii blockchain.

Mężczyzna w skórzanej kurtce i ciemnych okularach, z długimi ciemnymi włosami, uśmiecha się i unosi prawą rękę, stojąc na tle nasłonecznionego zbocza.
Podpis zdjęcia, Curtis Yarvin wyobraża sobie świat rządzony przez „korporacyjne monarchie".

Pomimo że Yarvin media uważa za część „Katedry" (ang. The Cathedral) – terminu, którym określa rzekomą opresyjną władzę ideologiczną tworzoną przez dziennikarzy i środowiska akademickie, mającą potajemnie kierować zachodnimi społeczeństwami – zgadza się spotkać ze mną w Berkeley w Kalifornii.

Wybieramy się na krótki spacer, podczas którego Yarvin, przypominający starzejącego się punkrockowca, snuje długie, kręte wywody. Odwołuje się przy tym do mało znanych tekstów i różnych okresów historycznych, aby uzasadnić swoje tezy.

W trakcie rozmowy przedstawia swoją koncepcję „Patchwork". Zakłada ona zastąpienie tradycyjnych państw narodowych globalną siecią suwerennych minipaństw należących do udziałowców i rywalizujących o obywateli tak, jak firmy konkurują o klientów.

Zdaniem Yarvina technologia blockchain może stać się fundamentem nowego porządku. W jego wizji tradycyjne państwa zastąpiłyby „korporacyjne monarchie" kierowane przez „królów-prezesów", nadzorowanych przez radę udziałowców. Miałaby ona dysponować narzędziami pozwalającymi kontrolować nawet siły bezpieczeństwa.

Wielu technologicznych miliarderów traktuje Trumpa i instytucję prezydentury jako element starego systemu, który z czasem ustąpi miejsca rozwiązaniom opartym na technologii. Podczas rozmów z przedstawicielami tego środowiska coraz częściej odnosiłem wrażenie, że to oni widzą siebie jako rzeczywistych posiadaczy wpływów i władzy.

Według analizy Fox Business lobby kryptowalutowe wyprzedziło już sektor paliw kopalnych i stało się najpotężniejszą grupą nacisku w Stanach Zjednoczonych. W ostatnim cyklu wyborczym przeznaczyło na działalność polityczną 238 mln dolarów.

Yarvin, Sun, Draper i Liberland dają wgląd w przyszłość, jaką wyobrażają sobie niektórzy przedstawiciele tego środowiska.

Justin Sun, twórcy Liberlandu i Tim Draper przekonywali mnie, że technologia blockchain oraz kryptowaluty mogą uwolnić nas – i nasze pieniądze – od kontroli państwa. Pozostaje jednak pytanie: komu w takim razie oddalibyśmy tę kontrolę?

We wszystkich przykładach, które widziałem, bogactwo i władza ostatecznie trafiają do tych, którzy kontrolują technologię.

Tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu użyto narzędzi AI, w ramach projektu pilotażowego.

Edycja: Kamila Koronska