Cieśnina Ormuz – geopolityczny punkt zapalny obnaża słabości porozumienia USA-Iran

Statek w cieśninie Ormuz, widziany z półwyspu Musandam w Omanie.

Źródło zdjęcia, Reuters

Podpis zdjęcia, Statek w cieśninie Ormuz, widziany z półwyspu Musandam w Omanie.
    • Autor, Lyse Doucet
    • Stanowisko, Główny korespondent zagraniczny
  • Data publikacji
  • Czas czytania: 5 min

Krucha sytuacja „ani wojny, ani pokoju", która utrzymywała się od czasu podpisania w zeszłym miesiącu przez USA i Iran wstępnego porozumienia, wydaje się teraz przechylać w stronę wojny.

Ten wielokrotnie zrywany i wznawiany rozejm może jeszcze powrócić do życia dzięki wysiłkom coraz bardziej sfrustrowanych mediatorów arabskich i pakistańskich, a także dlatego, że obie strony wolą uniknąć powrotu do długotrwałej, pełnoskalowej wojny.

Największym punktem zapalnym pozostaje jednak status strategicznej Cieśniny Ormuz. Iran ponownie daje jasno do zrozumienia, że kontrola nad tym kluczowym szlakiem morskim stanowi wyraźną czerwoną linię, której nie przełamie ani presja militarna, ani gospodarcza, ani dyplomatyczna.

„Ostrzegaliśmy was: dotrzymajcie słowa albo zapłacicie cenę," tak główny irański negocjator Mohammad Bagher Ghalibaf ujął to niedawno w mediach społecznościowych, cytując zapisy porozumienia.

Teheran znajduje potwierdzenie dla tego stanowiska w bardzo niejasnych szczegółach umowy, znanej jako memorandum o porozumieniu, którą sporządzono w pośpiechu w czerwcu.

Od samego początku obie strony interpretowały ją inaczej.

Iran uważa, że punkt piąty 14‑punktowego planu daje mu zielone światło i wpływ na zarządzanie tym kluczowym szlakiem morskim. Punkt piąty brzmi: „Islamska Republika Iranu podejmie wszelkie możliwe działania w celu zapewnienia bezpiecznego przepływu statków handlowych".

Stany Zjednoczone odczytują ten zapis jako zobowiązanie Teheranu do otwarcia strategicznej cieśniny dla swobodnego przepływu światowych dostaw ropy i gazu, a także innych kluczowych towarów, w tym składników wykorzystywanych do produkcji nawozów.

„Przez te zapisy można przejechać ciężarówką," powiedział mi arabski menedżer z branży naftowej pracujący w regionie, sugerując, że pozostawiają one ogromne pole do interpretacji.

Choć nowe przywództwo, które wyłoniło się w Teheranie po tygodniach pełnoskalowej wojny oraz fali amerykańsko-izraelskich ataków, wydaje się zgodne co do ogólnej wizji strategicznej tego nowego rozdziału w historii Islamskiej Republiki, coraz wyraźniej widać podziały dotyczące dalszego kierunku działań.

„Niektórzy chcą wykorzystać zdobycze z pola walki w dyplomacji, podczas gdy inni uważają, że zawieszenie broni nastąpiło zbyt wcześnie, zanim Iran zdołał zadać Stanom Zjednoczonym wystarczająco dotkliwe straty," ocenia Robert Malley z International Crisis Group. Był on członkiem amerykańskiej delegacji negocjującej przełomowe porozumienie nuklearne z 2015 roku, z którego prezydent USA Donald Trump wycofał się podczas swojej pierwszej kadencji.

Niedawne irańskie ataki na trzy jednostki, w tym tankowiec przewożący skroplony gaz ziemny pod banderą Kataru, poruszające się korytarzem żeglugowym w pobliżu wybrzeży Omanu na południu, zostały opisane przez źródło dyplomatyczne w regionie jako działania „niekontrolowanej jednostki" w ramach Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej.

W systemie, w którym Korpus Strażników Rewolucji odgrywa obecnie dominującą rolę, niepodlegającą negocjacjom czerwoną linią Iranu jest wymóg, aby statki trzymały się wyznaczonych przez niego tras.

Minionej nocy, z dala od huku narastającej eskalacji, irański parlament po cichu przedstawił nowy projekt ustawy dotyczący zarządzania Cieśniną Ormuz. Dokument nosi nazwę „Strategiczne działania na rzecz bezpieczeństwa i trwałego rozwoju Cieśniny Ormuz oraz Zatoki Perskiej".

Informację tę opublikował w serwisie X Ebrahim Azizi, przewodniczący parlamentarnej komisji bezpieczeństwa narodowego. W kwietniu powiedział on BBC, że kontrola nad tym szlakiem morskim jest „niezbywalnym prawem" Iranu.

Zapytany o to, kiedy Teheran byłby gotów zrzec się kontroli nad cieśniną, odpowiedział krótko i stanowczo:

"Nigdy".

Określił ją także jako „narzędzie do stawiania czoła wrogowi".

Brak zaufania Iranu do amerykańskich obietnic – pogłębiany przez kolejne wybuchy konfliktów oraz groźby pojawiające się w trakcie negocjacji – dodatkowo umocnił stanowisko władz w Teheranie.

Kontrola nad Cieśniną Ormuz jest postrzegana nie tylko jako karta przetargowa w obecnym sporze. Dla Iranu stanowi również nowe źródło wpływów, formę odstraszania oraz potencjalne koło ratunkowe dla gospodarki, jeśli sankcje nie zostaną zniesione, a zagraniczne aktywa kraju pozostaną zamrożone.

Determinacja Teheranu do zmiany zasad gry w regionie wywołuje jednak napięcia z sąsiadami, w tym z Katarem – jednym z głównych mediatorów obecnego kryzysu – oraz z tradycyjnym sojusznikiem Iranu, Omanem, który od dekad odgrywa ważną, choć często zakulisową rolę dyplomatyczną.

Państwa takie jak Zjednoczone Emiraty Arabskie jasno dały do zrozumienia, że irańskie plany odgrywania dominującej roli w cieśninie, w tym pobierania różnego rodzaju opłat za usługi, są dla nich nie do zaakceptowania i mogą stworzyć niebezpieczny precedens.

Źródło zaznajomione z przebiegiem negocjacji poinformowało, że Oman sprzeciwił się zapisowi zawartemu w spornym piątym punkcie porozumienia. Mowa w nim o tym, że Iran „będzie prowadził dialog z Sułtanatem Omanu w celu określenia przyszłego sposobu zarządzania oraz świadczenia usług morskich".

Maskat znalazł się obecnie między oczekiwaniami Waszyngtonu a Teheranu. Jednocześnie Oman stara się za wszelką cenę zachować reputację dyskretnego mediatora, którą budował przez wiele lat.

"Oman wykazywał się dużą cierpliwością wobec Iranu, starając się utrzymać dobre relacje sąsiedzkie," powiedział w programie BBC Newshour omański analityk prof. Abdullah Baabood.

"Ta konkretna sytuacja skłoniła Oman do zajęcia zdecydowanego stanowiska. Nadal jednak chcemy, aby konflikt został rozwiązany na drodze dialogu".

Mimo napięć część obserwatorów wciąż dostrzega możliwość osiągnięcia kompromisu w przyszłości.

Na tym czarno-białym zdjęciu widać, jak amerykańskie drony morskie uderzają w okręt podwodny oraz obiekt obsługi technicznej okrętów w nieujawnionym rejonie Iranu.

Źródło zdjęcia, U.S. Department of Defense via Getty Images

Podpis zdjęcia, USA i Iran wymieniają ogień czwarty dzień z rzędu.

"Nie sądzę, by istniało tu jakieś idealne rozwiązanie, ale rozsądnym kompromisem mogłoby być porozumienie, w ramach którego statki przepływające przez cieśninę nie byłyby obciążane opłatami tranzytowymi, natomiast Iran pobierałby inne opłaty związane z żeglugą.

Pozwoliłoby to Teheranowi pokazać, że zachowuje kontrolę nad tym obszarem," powiedział Simon Gass, były wysoki rangą brytyjski dyplomata, który uczestniczył w negocjacjach porozumienia nuklearnego z Iranem z 2015 roku.

Poza samym sporem obie strony zdają się jednak błędnie oceniać swojego przeciwnika.

Zarówno Iran, jak i Stany Zjednoczone są przekonane, że wyszły z tego konfliktu silniejsze i że to druga strona, z powodu własnych słabości, będzie musiała ustąpić jako pierwsza.

O Iranie często mówi się, że ma zdolność „znoszenia bólu". Teheran rzeczywiście zdołał wykorzystać krótkie okno możliwości stworzone przez porozumienie, kiedy sankcje na eksport irańskiej ropy zostały tymczasowo złagodzone, zanim Stany Zjednoczone ponownie je zaostrzyły.

Podczas niedawnych wizyt w Iranie można było jednak zobaczyć, jak dotkliwy staje się pogłębiający się kryzys gospodarczy i finansowy. Inflacja osiągnęła około 80%, a miliony ludzi straciły pracę – nie tylko z powodu konfliktu, lecz także wskutek jednego z najdłuższych blackoutów internetowych w historii kraju.

Do tego dochodzą dwie wojny w ciągu niespełna roku oraz masowe protesty antyrządowe, które zostały stłumione z użyciem śmiercionośnej siły, powodując śmierć tysięcy osób.

Prezydent Donald Trump również mierzy się z własnymi problemami politycznymi i gospodarczymi, które mogą ostatecznie skłonić jego administrację do powrotu do rozmów, nawet jeśli miałyby one odbywać się nieregularnie.

Kryzys wokół możliwego zamknięcia tego kluczowego szlaku morskiego – problemu będącego bezpośrednim skutkiem wojny – sprawił jednak, że niemal całkowicie zeszła na dalszy plan zasadnicza kwestia: przyszłość irańskiego programu nuklearnego.

Kolejną słabością porozumienia jest zapis przewidujący 60-dniowy okres intensywnych negocjacji, który od początku wydawał się mało realistyczny.

"Uważam, że zawieszenie broni ma realną szansę przetrwać w jakiejś formie, ponieważ żadna ze stron nie będzie w stanie osiągnąć wszystkich swoich celów, o czym wkrótce się przekona," powiedział Robert Malley.

Dodał jednak: "Biorąc pod uwagę problemy po obu stronach, nie postawiłbym na to wszystkich pieniędzy".

Tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu użyto narzędzi AI, w ramach projektu pilotażowego.

Edycja: Kamila Koronska