Relacje Wielkiej Brytanii z Izraelem w najgłębszym kryzysie od dekad

Trzech izraelskich osadników stoi na asfaltowej ulicy po ponownym otwarciu w sierpniu osiedla w Ganim na okupowanym przez Izrael Zachodnim Brzegu Jordanu. Jeden z osadników ma przewieszony przez ramię karabin. Zdjęcie z sierpnia 2026 r.

Źródło zdjęcia, Ilia YEFIMOVICH / AFP via Getty Images

    • Autor, Paul Adams
    • Stanowisko, Korespondent dyplomatyczny
  • Data publikacji
  • Czas czytania: 3 min

Gniewna odpowiedź Izraela na decyzję Wielkiej Brytanii o zakazie handlu z izraelskimi osiedlami na okupowanym Zachodnim Brzegu Jordanu podkreśla, jak istotny jest ten moment.

Londyn przyjął na siebie ciężar izraelskiego oburzenia - ale fakt, że decyzję o wspólnym działaniu podjęło 12 krajów, wyraźnie zaostrzył reakcję.

Brytyjskie władze zawsze wiedziały, że tak drastyczna zmiana polityki wobec Izraela i Palestyńczyków spotka się z wrogością. Wydawały się jednak zaskoczone błyskawicznym tempem i gwałtownością izraelskiej odpowiedzi.

Izraelskie władze zamknęły brytyjski konsulat we Wschodniej Jerozolimie, który obsługuje Zachodni Brzeg i bezpośrednio współpracuje z Autonomią Palestyńską w Ramallah. Zarządziły też usunięcie brytyjskich przedstawicieli z Międzynarodowego Centrum Wsparcia Gazy - instytucji powołanej w zeszłym roku, by koordynowała działania stabilizacyjne i pomocowe w Strefie Gazy. To wyraźnie wrogie posunięcia.

Świadczą o głębokim zaniepokojeniu izraelskich władz wtorkowymi działaniami Wielkiej Brytanii i 11 innych krajów - w tym Polski, Francji, Hiszpanii i Kanady.

Choć produkty z osiedli mogą nie grać znaczącej roli w izraelskim eksporcie, zakaz ma dużą wagę symboliczną.

Wielka Brytania i inne rządy od dekad uznają izraelskie osiedla na okupowanych terytoriach palestyńskich za nielegalne. Nigdy nie zdecydowały się jednak zakazać uprawianych tam i wytwarzanych produktów.

Szef brytyjskiej dyplomacji Ed Miliband ogłosił wcześniej, że Londyn zgadza się z orzeczeniem Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości z 2024 roku, które uznało całość izraelskiej okupacji terytoriów palestyńskich - łącznie z obecnością na nich izraelskich wojsk - za nielegalną.

Teraz Miliband stwierdził, że polityka gospodarcza Wielkiej Brytanii musi odzwierciedlać to stanowisko.

Stąd wtorkowy zakaz - nałożony nie tylko na produkty, ale też firmy świadczące mieszkańcom osiedli usługi budowlane, infrastrukturalne i finansowe.

Londyn zdecydował też ograniczyć sprzedaż Izraelowi broni, która „istotnie przyczynia się do prowadzenia okupacji”. Podjęte środki idą dalej, niż wielu się spodziewało.

Nie chodzi tylko o czyny. Równie uderzające są emocjonalne, niekiedy bardzo osobiste wypowiedzi brytyjskiego ministra.

Miliband mówił o sobie jako o „dumnym brytyjskim Żydzie... który niezachwianie popiera państwo Izrael". Przemawiał bardziej bezpośrednio i bezceremonialnie, niż praktycznie którykolwiek z jego poprzedników.

Stwierdził, że „terroryzm osadniczy jest powszechny” i odpowiada za „czystki etniczne” Palestyńczyków w niektórych częściach Zachodniego Brzegu. Dodał, że rząd Izraela „przymyka oko” na działania osadników.

Fakt, że te słowa płyną z ust szefa brytyjskiej dyplomacji, jest naprawdę niezwykły.

Miliband mówi o „resecie” w brytyjskiej polityce wobec Izraela. Ta radykalna zmiana pogrążyła stosunki brytyjsko-izraelskie w najgłębszym kryzysie od dziesięcioleci.

Przez metalowe ogrodzenie z zasiekami widzimy idącego gruntową drogą palestyńskiego chłopca z plecakiem. Chłopiec wyszedł właśnie ze szkoły w wiosce Al-Mughayyir niedaleko Ramallah, na Zachodnim Brzegu Jordanu. Zdjęcie z 6 września 2026 r.

Źródło zdjęcia, EPA/Shutterstock

Podpis zdjęcia, Trwa fala osadniczej przemocy wobec Palestyńczyków. We wsi Al-Mughayyir na Zachodnim Brzegu zginęło w tym roku sześć osób, w tym trójka uczniów

Do ostrej reakcji izraelskiego ministra spraw zagranicznych, Gideona Saara, mogła przyczynić się gorączkowa przedwyborcza atmosfera.

Jednak większość rodaków Saara podziela jego oburzenie.

Wielu Izraelczyków nie zgadza się z brutalną, mesjanistyczną ideologią części osadników. Niektórzy postrzegają ją jako hańbę dla narodu.

Nie oznacza to jednak, że uważają osiedla zbudowane na terenach zdobytych podczas wojny sześciodniowej w 1967 r. za nielegalne.

Większość stanowczo nie zgodziłaby się z byłym izraelskim premierem Ehudem Olmertem, który w zeszłym roku oskarżył swojego następcę Binjamina Netanjahu o uczynienie z Izraela światowego pariasa.

Czują jednak rosnące oburzenie globalnej opinii publicznej - od protestów na Eurowizji czy imprezach sportowych, przez międzynarodowe nakazy aresztowania przeciw izraelskim przywódcom, po najnowsze zakazy. W rezultacie wielu przyjmuje postawę obronną.

Z kolei Palestyńczycy postrzegają wtorkowe wydarzenia jako postęp.

Palestyńskie ministerstwo spraw zagranicznych pochwaliło decyzję o nałożeniu sankcji na produkty z osiedli. Zaapelowało jednak o „pilne, konkretne środki” mające powstrzymać ich budowę i dalszy rozwój.

Palestyński ambasador w Londynie, dr Husam Zomlot, nazwał decyzję rządu „punktem zwrotnym w stosunkach Wielkiej Brytanii i Palestyny”.

Przekonywał, że „odważne kroki” brytyjskich władz utorują drogę powstaniu niepodległego państwa palestyńskiego w granicach z 1967 roku, ze stolicą we Wschodniej Jerozolimie.

Dr Zomlot zdaje sobie jednak sprawę, że 59-letnia okupacja Izraela ani się nie skończyła, ani nie uległa znaczącym zmianom.

Szanse na utworzenie palestyńskiego państwa pozostają nikłe. Nic nie wskazuje na to, że skoordynowane działania 12 krajów powstrzymają postępującą ekspansję Izraela na Zachodnim Brzegu.

Mogłyby to zrobić USA.

W 1991 roku amerykański prezydent George H.W. Bush i jego szef dyplomacji James Baker zagrozili wstrzymaniem gwarancji pożyczkowych na kwotę 10 mld dolarów (około 37 mld złotych) dla izraelskiego rządu Icchaka Szamira. Szamir odmówił wcześniej złożenia obietnicy, że środki nie zostaną wykorzystane do finansowania osadnictwa na terytoriach okupowanych.

Jednak Donald Trump nie wykazał jak dotąd chęci powstrzymania planów Netanjahu.

Niektóre odłamy popierającego Trumpa ruchu MAGA zwróciły się w ostatnich latach przeciwko Izraelowi. Jednak ambasador USA w tym kraju, Mike Huckabee, to żarliwy chrześcijański syjonista: wierzy, że Zachodni Brzeg został obiecany Żydom przez Boga.

Wtorkowe działania Londynu i jego partnerów to zatem wyzwanie rzucone nie tylko Izraelowi, ale także jego sojusznikom w Waszyngtonie.

Tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu użyto narzędzi AI, w ramach projektu pilotażowego.

Opracowanie: Joanna Kozłowska